Jak odsoliłam naszą rodzinkę? – słowo o przyprawianiu

Cześć,

Dzisiaj opowiem Wam jak to się stało, że my dorośli mało solimy nasze posiłki. No i automatycznie nie mamy problemu jak podać jedzenie Naszej Małej Różowej. Kto chętny, niech czyta.

Zaczęło się to dawno temu, gdy uczyłam się gotować. Podstawowe przyprawy jakie znałam to sól i pieprz i tak przyprawiałam prawie wszystko. Potem, mój małż, wtedy jeszcze nie małż, przytargał z zakupami kilka paczuszek różnych przypraw, no i się zaczęło. Eksperymentowaliśmy oboje. Czasem było to smaczne, czasem nie. Z czasem to nasze gotowanie stawało się bardziej unormowane i korzystaliśmy z książek kucharskich – ja bardziej, małż mniej. Poszukiwania smaków nadal nie mają końca, ale już mają wyznaczony kierunek. Nasza półeczka z przyprawami rozrastała się coraz bardziej i bardziej. W końcu doszło do tego, że przyprawy miały w naszej kuchni osobną szafkę, teraz mają specjalną półeczkę i szufladę.

O nie, skończyło się! I co teraz?
Gotowałam obiad i okazało się, że właśnie skończyła się nasza ulubiona czubrica zielona. Przecież nie będę jechać na drugi koniec miasta, gdy mam garnki na kuchni. Wyskrobałam resztkę przyprawy, dodałam innej i wyszło smacznie. No ale dalej nie chciało mi się jechać na drugi koniec Krakowa po jedną przyprawę, a małż był w pracy, więc jego też nie wyślę. Wtedy właśnie zaświtała mi genialna myśl. A może da się zrobić tą przyprawę z tego co mamy? Jasne, że się udało i wyszło nawet lepiej niż w oryginale. Wprowadziłam 2 zmiany: nie użyłam soli i zastąpiłam jeden składnik, którego nie miałam, innym.

Okazało się, że prawie wszystkie mieszanki przypraw mają w składzie sól na pierwszym miejscu. Większość miała w składzie glutaminian sodu pod różnymi nazwami. Zdarzały się też skrobie, cukry i maltodekstryny i inne cuda w składach. Od tej pory, gdy kończyła nam się jakaś przyprawa mieszałam ją według naszego smaku, czasem inspirując się tym co było w sklepowej mieszance. Za każdym razem nasza wersja przyprawy była o wiele bardziej aromatyczna i miała intensywniejszy smak niż to co znaliśmy ze sklepowych półek.

A sól?
Nasza zaprzyjaźniona dietetyczka potwierdza nasze przekonania i dopinguje w naszym wyborze. Oczywiście nadal używamy soli w naszej kuchni, ale widzimy ile rzeczywiście dodajemy jej do posiłków. Dzięki temu, że używamy jej mniej to możemy sobie pozwolić na zdrowsze wersje. Do tej pory używaliśmy himalajskiej a teraz mamy kłodawską.

A Wy? Solicie, nie solicie? Dajcie znać jak wygląda Wasze przyprawianie.

2 thoughts on “Jak odsoliłam naszą rodzinkę? – słowo o przyprawianiu”

  • Dziękuję za wpis! 🙂

    Bardzo bliskie jest mi podejście dbania o to, co znajduje się na naszych talerzach 🙂 Uwielbiam przyprawy (nie mam niestety tak ładnej półeczki jak ta na zdjęciu) – szczególnie te rozgrzewające jesienią i zimą (jak kurkuma, czy chilli), ale także nie wyobrażam sobie kuchni bez majeranku, tymianku, ziół prowansalskich, czy bazy do zup (z liściem laurowym, zielem angielskim i moim ukochanym lubczykiem na czele) 🙂
    Jeśli chodzi o sól – to himalajską różową również używam, kłodawską też kiedyś i muszę do niej wrócić. Ale niestety… zbyt dużo – lubię słony smak i wiem, że powinnam go ograniczyć. Jaka przyprawa może w jakimś stopniu zastąpić smak soli?

    • A dzięki 🙂 półeczkę zrobił mi teść razem z małżem. Ręczna robota, takiej w sklepie nie dostaniesz 😉
      Rzeczywiście ograniczanie soli jest trudne na początku, ale warto robić to stopniowo. Poza tym naszym trikiem z soleniem przypraw jest dodawanie jej na samym końcu, razem z ziołami. Nie solimy w trakcie gotowania, jak każe wiele przepisów. Wyjątkiem są tylko warzywa gotowane w wodzie, ale tutaj i tak sól dodajemy symbolicznie.
      Z przypraw nadających słonawy smak to mogłyby być płatki drożdżowe. Nie jest to smak typowo słony, raczej nadają one umami. Warto też spróbować takiej alternatywy. My najczęściej używamy naszej czubricy zielonej, ale ona też raczej słona nie jest, raczej dopełnia inne smaki.
      Co do mieszanek przypraw “zamiast soli”, które proponują różne firmy, to żadna nie przypadła nam do gustu. Soli samej w sobie nie da się podrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *